Jak co roku 8 maja obchodzimy Dzień Bibliotekarza. Świętujemy go na różne sposoby, a w tuszyńskiej bibliotece czytelnicy sami stworzyli opowiadanie o bibliotekarzu. Każdy mógł dopisać swoją cześć opowieści i tym sposobem powstała przedziwna, ale jakże ciekawa historia. Przeczytajcie ją sami!

Poranek wstał szary, zapowiadając nudny dzień z kroplami deszczu wciskającymi się za kołnierz. Temperatura również nie nastrajała optymistycznie. Zegar cichym tykaniem odmierzył kolejną godzinę i jednoznacznie dał znać, że natychmiast należy wyjść z domu, aby zdążyć do szkoły. Jeszcze tylko kanapka i jabłko wrzucone do plecaka, kaptur na głowę i można biec. W kałużach odbijały się latarnie, smutnie spuszczające swe głowy i jedyny kolorowy element – moje czerwone trampki z niezawiązanymi sznurówkami. Nagle w wodzie pojawił się dziwny, rozmazany kształt. Podniosłem głowę. Na niebie z szelestem kartek leciało stado… książek. Kierowały się ku granicy miasta. Uciekały? Jeśli tak to przed czym? Zanim zdążyłem zdziwić się do końca, tuż przede mną stanęła wysoka postać trzymająca w dłoniach wyrywający się egzemplarz Harrego Pottera.
Bibliotekarz miał na sobie okrągłe okulary i znamię na czole w kształcie pioruna. Czyżby to był Harry Potter? Tak, to on! Zauważyłem w jego kieszeni różdżkę, która jest magiczna jak ten cały nasz świat. Ale nieszczęśliwym trafem obok niego rozbiła się asteroida i wyszedł z niej gadający arbuz z różową skórką i cienkimi nóżkami. Nie zdążyłem nic powiedzieć, ponieważ arbuz z różową skórką zapytał się mnie:
– Czy jesteś z Jowisza?
Pomyślałem, że arbuz pewnie stamtąd pochodzi, ale on wtedy powiedział:
– Jak nie to wracam do domu.
– Czekaj  – powiedział Harry – skąd pochodzisz?
Owoc odpowiedział:
– Z Marsa.
Miałem więc rację, na Marsie istnieje życie. Arbuz wsiadł do meteorytu i odleciał. I nagle zobaczyłem rekina.
– O nie rekin – wykrzyknął bibliotekarz, wsiadając na swoją niebieską świnię.
Rekin miał zęby z marmuru i czarne jak noc oczy. Podpłynął w powietrzu do bibliotekarza i szarpnął go za kaptur, już dawno zrzucony z głowy. Chwilę później rekin wisiał do góry nogami, dzięki rzuconemu przez Harrego zaklęciu. Nagle rekina spowiła mgła… a rekin zamienił się w Hermionę. Harry oszołomiony jej pięknem, przerwał zaklęcie Leviosa, a ona upadła na ziemię i poturlała się do morza. Za nią poleciała niebieska świnia. Harry odwrócił wzrok i ujrzał po jego lewej stronie arbuza, który jadł popcorn, a na nosie miał okulary 3D. Siedział na leżaku w zielone grochy.
– Co tutaj się stało? – zapytałem.
Arbuz odpowiedział:
– Fajny film.
Harry zmarszczył brwi i rzucił zaklęcie Patronus. Arbuz eksplodował i posypał się deszcz pestek, które wolno spadały mi na głowę.  Ujrzawszy Hermionę na brzegu skierował się w jej stronę, wygłaszając uroczyste przeprosiny. Nagle ujrzał jak Hermiona zamienia się w rekina i wskakuje do wody, gdzie czeka na nią niebieska świnia, Zdezorientowany Harry, nie wiedząc co ma zrobić, wrócił do biblioteki zdruzgotany historią z książkami. Czyżby wystraszyły się rekina? A może niebieskiej świni? Co zrobić aby wróciły do bibliotek?
Spojrzałem na moje czerwone trampki i obiecałem sobie, że pomogę bibliotekarzowi rozwiązać zagadkę odlatujących książek. Szkoła będzie musiała na mnie poczekać :).